Emocje i Związki

Emocje czy rozum – czym się kierować?

Jest niedziela. Słońce rześko muska promieniami coraz bardziej zżółknięte liście. Wymęczone latem, z każdym dniem chętniej opadają. Ich kolejnym celem będzie gnicie albo totalny rozpad. Tymczasem wiatr hula nieco śmielej, przynosząc coraz chłodniejsze powietrze. Jest miło. Jest błogo, ale nadchodzi jesień. Po raz kolejny, cykl zatoczy ten sam etap.

Spoglądając za okno widzę właśnie taki klimat. Dzisiaj jestem spokojny. Dzisiaj nie będzie imprezy, nie będzie alkoholu, nie będzie żadnego pieprzenia. Chcę odetchnąć.

Na początku jesteś sobą

Gdyby spojrzeć na istnienie przeciętnego człowieka to można dostrzec kilka zależności. Jedną z nich będzie fakt, że do szczęścia nie potrzebuje on zbyt wiele. Głównie dlatego, że od małego kieruje się emocjami i swoimi potrzebami. Nie ma jeszcze wykreowanego „głosu w głowie” i zwyczajnie podąża za odczuciami. Na tym etapie jest sobą. Jest dobrym człowiekiem. Jest tym, kim czuje. Świat odbiera przez pryzmat pojawiających się odczuć w ciele. To one są jego kompasem.

Jednak gdzieś po drodze musi zacząć angażować się w kolejne obowiązki. Na pewno też doświadcza zbyt wielu ciężkich, negatywnych dla niego sytuacji. Gdy te trwają zbyt długo – zaczyna się uginać pod ich ciężarem. W ten sposób próbuje sobie poradzić. Jest bowiem elastyczny i aby przetrwać, dostosowuje się niejako automatycznie do środowiska i kolejnych doświadczeń.

Dla wielu, niniejsza droga kończy się w jedynym, logicznym zaułku. Ten zdaje się być objawieniem, którego nie dostrzegali, chociaż było na wyciągnięcie ręki.

Odrzucić emocje i uczucia

Ludzie sądzą, że dzięki temu będzie łatwiej. I rzeczywiście tak się dzieje. Zwłaszcza, gdy przez długi czas nie wiedzieli, jak sobie z nimi radzić. Nagle czują powiew świeżości. Decydują się „nie odczuwać”. Jak wszystko, tak i desyntezacja jest pożądana w niewielkich ilościach w zależności od sytuacji.

Problem w tym, że ludzie, którzy porzucają emocje i uczucia – racjonalnie chcąc wyciąć część siebie, która została zraniona. Tworzą wewnętrzne mury dla własnej ochrony. Skorupa staje się grubsza z każdym rokiem. Odcinając się od siebie, odcinają się od innych. Zaczynają polegać tylko i wyłącznie na tym, co mają w głowie.

Chyba każdy przechodził etap, w którym próbował wyrwać kawałek siebie. Ewentualnie przykrywał go czarną płachtą i udawał, że nigdy, niczego tam nie było. Jednocześnie twierdził, że znalazł rozwiązanie dla siebie. Pouczał innych i chełpił ego, odnalezioną nieomylnością.

Wychwalają rozum, używając umysłu

Coś wyjaśnię. Umysł ma to do siebie, że nie jest w pełni naturalny. Wydaje się być nabyty, niczym kamienie włożone do kieszeni z nadmorskiej plaży. Początkowo cieszą, ale w miarę upływu czasu – prawie zawsze stają się nadmiernym balastem.

Dla wielu rozum i umysł utożsamiany jest z tym samym. Na potrzeby wpisu, również tak będzie. Problem jednak w tym, że to umysł wytwarza rzeczy nieistniejące. Tworzy świat, wedle nabytego zdania. Ignoruje stan obecny. Uważa, że ma największą siłę przebicia. Mówiąc jeszcze prościej – umysł to ego. Z kolei rozum, to narzędzie pozwalające na pogłębienie wiedzy, wybranie lepszej alternatywy czy odkrycie zmienności albo przejawiających się wzorców. Rozumem łapiesz, że coś działa tak, a nie inaczej. Umysłem oceniasz przydatność dla siebie. Sercem odczuwasz czy jest to dobre albo zgodne z Tobą.

Serce to potocznie zwana intuicja. To także odczuwane emocje oraz uczucia. Każdy kto próbuje wykastrować siebie z tych dwóch ostatnich, pozbawia się jednocześnie narzędzi do podejmowania najbardziej trafnych decyzji pod względem bycia spełnionym czy szczęśliwym człowiekiem.

Niezwykle łatwo jest zdecydować, że ma się swoje emocje totalnie w dupie. Dużo trudniej jest o nie właściwie zadbać. Dostarczać sobie spójnych komunikatów. Podążać drogą, która będzie korelowała z wnętrzem i nie przeciwstawiała się rozumowi.

Niestety, świat jest dziwny. Z jednej strony chce byś odcinał się od tego, kim jesteś. Byś był dzięki temu bardziej wydajnym pracownikiem/pionkiem w systemie/podwładnym/bezproblemowym elementem. Z drugiej, proponuje byś korzystał ze swojej natury, dał ponosić się swoim emocjom i nie żałował niczego, co robisz. Nawet jeśli wewnętrzny kompas podpowiada zupełnie inaczej.

Emocje czy rozum?

Nie ma jasnych i klarownych odpowiedzi na to czy lepiej kierować się wyłącznie emocjami, czy rozumem w codziennym życiu. Gdyby zaufać jedynie emocjom to można by stoczyć się na dno szybciej niż Titanic. Nieustanne podążanie za rozumem sprowadzi jedynie frustrację, wypalenie, depresję, złość i rozpocznie wewnętrzny proces usychania albo gnicia.

Bycie ascetą najprawdopodobniej jest do dupy. Podążanie ścieżką nałogowego hedonisty nie sprawi, że zdobędzie się (czasami potrzebną) wstrzemięźliwość. Uleganie chwilowym emocjom i toksycznym uczuciom w niektórych przypadkach to zwyczajna droga donikąd. Nie trzeba być też mnichem, aby wieść szczęśliwe życie.

Należy zrozumieć, że emocje i rozum to wskazówki, które mogą być mylące. Dostarczają informacji tak samo, jak receptory w skórze, wzrok czy słuch. Przy odrobinie manipulacji można, dzięki nim wytworzyć oczekiwany efekt. Wszystko przez to, że są ze sobą połączone. Oznacza to, że w pewnych sytuacjach warto podążać za odczuciami, zaś w pewnych za logiką. Czasami serce potrafi podpowiedzieć, że to właśnie rozum ma rację i odwrotnie. Trzeba tylko chcieć to zauważyć. Emocje raz są, raz ich nie ma. Z uczuciami i umysłem pozostajesz na dłużej. Ostatecznie więc warto korzystać z obu rozwiązań i opierać się na kontekście wybranego problemu czy sytuacji.

Rzeczą ludzką jest samo zagubienie. Odwlekanie decyzji i szukanie większej ilości wskazówek. Każde wydarzenie przybliża nas ostatecznie do zwiększenia pola własnej świadomości. Nawet dzięki nabytym umiejętnościom i wyciągniętym wnioskom przyjdą momenty, w których pojawi się kwestionowanie i zwątpienie. Cykl zatoczy koło tak, jak pory roku. Jednak wbrew temu, co pojawia się za oknem – człowiek nie musi kroczyć utrwalonym wzorcem. Zawsze istnieje szansa, że wywrócenie wszystkiego do góry nogami to dobra decyzja… albo najgorsza z możliwych. Tak czy inaczej – każda przyniesie jakiś rezultat. Nawet, gdy żadna nie zostanie podjęta.

Poprzedni artykuł
Jak zmarnować sobie życie
Następny artykuł
Nie powiem. Tak będzie lepiej