Emocje i Związki

Jak osiągnąć najlepszy kompromis w związku?

Kompromis to sztuka indywidualnego tracenia w imię wspólnego zyskiwania. Czy jednak kompromis w związku jest zawsze najlepszym wyjściem? Niekoniecznie.

Martyna Wojciechowska powiedziała kiedyś, że:

Wszyscy udajemy, bo samo pójście na kompromis, a tym jest związek, jest w jakiejś części rezygnacją z siebie.

To prawda i nie dla każdego taka opcja będzie satysfakcjonująca. Dlatego nie trzeba patrzeć na niniejszą kwestię w tak skrajny sposób. Często bowiem powtarza się stwierdzenie, że związek to my, na rzecz którego rezygnuje się z dwóch odrębnych ja. Brzmi pięknie, ale niestety jest kompletnie niefunkcjonalne i niepraktyczne. Pisałem kiedyś o tym, aby nie oddawać swojego szczęścia. Gdy pozbywamy się siebie na rzecz nas stajemy się jak drzewo, któremu obcina się korzenie.

Początek związku jest zawsze ścieraniem się dwóch różnych światów. Jedne będą do siebie od razu pasować, inne sparują się po drodze, zaś część będzie skazana na niedopasowanie. I nie ma w tym nic nadzwyczajnego.

Związek, który rozpoczyna się od kompromisów nie ma przyszłości. Jeśli na dzień dobry oddajesz ważną część siebie dla drugiego człowieka możesz czuć się dumny i fajny, zaś w konsekwencji staniesz się nieszczęśliwy. Możesz chętniej zacząć ukrywać cząstkę, która w miarę upływu czasu poprowadzi na jedną z dwóch możliwych dróg, gdzie:

  • Będziesz zły. Nieświadoma agresja zacznie narastać. We wnętrzu będzie kipiało, co objawi się na twarzy, w zachowaniu i każdym zewnętrznym aspekcie życia.
  • Zaczniesz gnić. Na twarzy zarysuje się więcej smutku, żalu i krzywego grymasu. Pojawi się dystymia, którą uznasz za kolejny etap swojego życia.

Żadna z tych opcji nie jest satysfakcjonująca. Żadna z nich nie przynosi niczego pozytywnego i staje się wypadkową dobrych chęci. Jak wskazuje doświadczenie – chęci to za mało i potrzeba czynów. One objawiają się w tym, co robimy dla siebie, jej/niego i nas. Oznacza to, że w każdym związku mamy trzy sfery, o które powinniśmy chcieć dbać. Jak dobrze widzisz – my to tylko jedna trzecia całości. Najpierw musisz zadbać o siebie. Później o drugą osobę, a na końcu o całokształt.

Ludzie myślą, że należy najpierw stawiać sprawy wyższe, czyli nas. Większość relacji opartych o powyższe rozumowanie rozpada się szybciej niż meble z Ikei. Taka formacja nie ma bowiem żadnego oparcia. Gdy każdy potrafi zająć się sobą, ale nie zapomina o drugiej stronie – my staje się wypadkową, w którą należy włożyć najmniej pracy.

Muszę zaznaczyć, że rzadko kiedy czarno-białe podejście w związku się sprawdza. Należy być elastycznym i odpowiadać na zapotrzebowanie pod sytuację. Niektóre z nich wymagają stanowczości, inne większej uległości.

Dobra recepta na udany kompromis to postępowanie według wzorca, w którym występuje:

1) Szczypta egoistycznego skurwysyństwa

Nie chcesz zapomnieć o sobie. Nie powinieneś nigdy odrzucać siebie. Potrzeby każdego z osobna są zawsze najważniejsze. Nadmierna troska o innych, wynikająca najczęściej z błędnych przekonań lub obaw niemających racjonalnych podstaw w większości przypadków jest niepotrzebna.

Trzeba mieć w sobie krztę egoistycznego podejścia, która zapewni nam walkę o prawo do spełniania potrzeb na własny sposób. Ktoś może tego nie rozumieć, nie musi akceptować, ale nie powinien nigdy twierdzić, że jest to całkowicie bez sensu.

2) Szczypta ciepłej i romantycznej troski

Należy zwracać uwagę na potrzeby partnera w sposób równie dogłębny, co nasze. W tym celu najlepiej postawić się na jego miejscu. Skoro sami nie chcemy być ograniczani i potrzebujemy przestrzeni dla własnych potrzeb to nie mamy żadnego prawa zakazywać czegokolwiek drugiej stronie. Traktuj partnera zawsze tak, jakbyś sam chciał zostać potraktowany. Pokaż mu to, przypominaj i uczcie się wzajemnie swoich potrzeb.

Dla wielu ludzi kompromis w związku oznacza rezygnację z czegoś na rzecz zyskania wspólnego dobra. Tak, jak wspomniałem – to nigdy się nie udaje, gdy w grę wchodzą ważne i osobiste kwestie. Wierzę, że rozwiązanie to jest dobre w biznesie i sprawdza się również w związkach, gdzie mowa jest o drobnych, chwilowych sprawach. Jeżeli jednak kompromis w związku wiąże się z przymusową kastracją kawałka osobowości jednego z partnerów na rzecz drugiej strony to jest to równoznaczne z podcinaniem gałęzi, na której siedzi się wspólnie. Wyjątkiem staje się sytuacja, w której osoba poświęcająca się – otrzymuje w zamian większe dobro. Mam tu na myśli cokolwiek, co w jej ocenie niesie dla niej znacznie większą wartość.

Jako ludzie nie jesteśmy bezinteresowni. Wręcz przeciwnie – koszt utraconych możliwości bywa dla niektórych dużo bardziej bolesny niż strata czegoś pewnego.

Właśnie dlatego, kompromis w związku ma sens tylko w wyjątkowych sytuacjach. Dla wielu jest złem koniecznym, podejmowanym w celu otrzymania świętego spokoju lub złapania karty przetargowej. Nie zrozum mnie źle – kompromis w związku jest świetnym narzędziem do wytwarzania równego podziału. Niemniej jednak lepiej prezentuje się w teoretycznym niż praktycznym zastosowaniu. Jest, jak pigułka na ból głowy, która pomoże w sprawach doraźnych, ale po dłuższym czasie stanie się szkodliwa… ponieważ nie eliminuje przyczyny.

Dlatego zamiast polegać na kompromisach w związku lepiej jest wypełniać swoje potrzeby albo zwyczajnie dawać odpowiednią przestrzeń dla partnera, aby ten mógł sam je realizować. Dla większości ludzi jest to chore podejście, ponieważ nie potrafią pogodzić się z obawami, lękami i cierpieniem, które wywołują u nich skrzywione przekonania. Mówiąc wprost – łatwiej przychodzi im żyć ze świadomością, że obie strony coś tracą niż cieszyć się z radości, realizującego się partnera.

Prawdziwa troska o drugą stronę lub rozwijanie miłości (nazwij to jak chcesz) implikuje wykorzystanie szczerości i obdarzenia pełnym zaufaniem oraz oddaniem wolności. Coś takiego procentuje dwa razy bardziej, cementuje dwa razy mocniej i sprawia, że druga strona sama z siebie chce się odwdzięczyć tym samym. Mogę więc śmiało powiedzieć, że w wielu przypadkach kompromis w związku powinien być ostatecznością. Przy odpowiednim podejściu do relacji nie będzie potrzeby jego stosowania. To tylko narzędzie, które ma pomagać, a nie szkodzić.

Poprzedni artykuł
Jak mieć lepsze życie?