Emocje i Związki

Nie, porno nie uratuje twojego związku

Raz na jakiś czas przeglądam artykuły na innych blogach i serwisach, które obserwuję. Jednym z nich jest Vice. Nie będę udawał mądrego. Czytam albo odrzucam tamtejsze treści, które w polskiej edycji najczęściej bywają tłumaczone z tych zagranicznych.

Ostatnio zauważyłem pewien twór o nazwie „Porno w wirtualnej rzeczywistości uratowało mój związek”. Pomyślałem, że tytuł ma mnie zmanipulować, przyciągnąć, zaciekawić albo zdenerwować. Czytam więc, co zostało przetłumaczone i zaczynam chłonąć litery z coraz bardziej otwartymi oczyma. Prześledźmy razem niniejszy tekst.

Na początku autor stwierdza, że przeciętnie wytrzymuje rok bycia w związku. Następnie ze względu na nudę zaczyna z niego uciekać, co dalej usprawiedliwia terminem seryjnej monogamii. Już dwa pierwsze zdania stawiają pod znakiem zapytania czy całość ma sens. Odpowiedź może być tylko jedna – ni cholery. Według autora, winowajcą jest zanik pożądania w stosunku do partnerki, przez co nie może lub nie chce (ciężko stwierdzić) tkwić dalej w związku z aktualną dziewczyną. Rzecz w tym, że nie potrafi jej tego zakomunikować, ale jak to zostało stwierdzone „szuka pretekstu do rozstania”.

W dwóch zdaniach objawiają się więc (de facto) problemy z przekonaniami, poczuciem własnej wartości oraz akceptacją, wymuszając na nim poczucie winy, którą on z kolei przerzuca na zgrzyt tkwiący w zjawisku biologicznym. Co prawda, dalej przyznaje się do własnych braków i jasno przedstawia swoją „niedyspozycyjność”, ale jednocześnie zaczyna się usprawiedliwiać.

Powiedziałbym, że ludzie podobni do niego są wszędzie. Wina, jako taka raczej nie leży w nich, ale w systemie i świecie, w którym zostali wychowani. Dawniej były odmienne zwyczaje, ceniono odmienne wartości, a bodźców odbierano tysiąc razy mniej w przeciągu godziny niż jeszcze sami mogliśmy tego doświadczać cztery lata temu. Wszystko ruszyło naprzód. Stare konwenanse zniknęły gdzieś w powidoku przeszłości. Dzisiaj mało jest prawdziwych mężczyzn, którzy mają jaja i wprost komunikują swoje potrzeby lub decyzje. Na wymarciu znajdują się faceci, którzy potrafią ryzykować i ponosić konsekwencje swoich działań. Brakuje takich, którzy potrafią mniej narzekać, a więcej działać.

Wierzę, że omawiany problem z zanikiem pożądania nie jest nowością naszych czasów. Jednak zanim przejdę do meritum, wrócę jeszcze do artykułów z Vice’a. Ten sam autor w dalszej części wpisu szczyci się zdobyciem właściwego rozwiązania – zestawu do wirtualnej rzeczywistości, w której oddaje się namiętnościom z aktorkami porno.

Nie wszystko złoto, co się świeci

Nie neguję porno i koncepcji wykorzystania VR w tym celu, ale kompletnie nie rozumiem, jak można wyrządzać sobie krzywdę, stawiając wirtualne doznania ponad te rzeczywiste. Z jednej strony jest to jakaś rada na przypadłość poszukiwania doznań i chęci braku wyrządzania psychiczno-emocjonalnego bólu swojej kobiecie, ale z drugiej – nadal mowa jest o pozorach. Autor (jak sam przyznaje) oddaje się w pełni zabawie, zmienia scenariusze i „doświadcza” rzeczy, których nigdy nie byłby w stanie przeżyć. Piękne? Nie do końca.

Przedstawione rozwiązanie porównałbym do sztucznego lekarstwa, które chociaż działa na jeden aspekt to może wyrządzić mnóstwo dodatkowych skutków ubocznych o długofalowym działaniu.

Porno VR może być pewnym rozwiązaniem dla facetów, którzy nie chcą zdradzać swojej kobiety w sposób fizyczny przez co zmniejszają prawdopodobieństwo złapania jakiejś choroby przenoszonej tą drogą – ma to sens. Niektóre kobiety mogą pochwalać takie rozwiązanie, dzięki czemu „zachowają” faceta przy sobie, a on nie będzie się oddawał innej – to też ma sens. Mimo wszystko, problem w takim rozumowaniu kobiet jest nieco bardziej złożony, ale wystarczy stwierdzić, że samo myślenie w tych kategoriach bywa niezwykle życzeniowe. Skoro autor artykułu na Vice twierdzi, że się temu oddaje i „czuje prawdziwą więź z wirtualną kobietą” to strach pomyśleć, co mogą poczuć osoby, które nigdy nie miały żadnego fizycznego kontaktu w łóżku z prawdziwą kobietą.

Zjawisko jest złożone i nie sposób znaleźć z niego właściwe wyjście. Gdyby takowe istniało to ilość zdrad by malała, a ilość seksu rosła. Tymczasem inny artykuł na tym samym portalu stwierdza, że w przeciągu ostatnich lat, aktywność seksualna młodych osób ma tendencję spadkową. Sytuacja dotyczy szczególnie… mężczyzn.

Nie wiadomo ile w tym prawdy, ale coś musi być na rzeczy. Nigdy wcześniej nie było tak szerokiego dostępu do pornografii, jak obecnie. Zakładam, że większość dzieciaków zanim zobaczy gołą cipkę w rzeczywistości obejrzy wystarczającą ilość pornoli, które definitywnie zniszczą im postrzeganie kobiety i tego, jak naprawdę chciałyby zostać zerżnięte.

Dawniej nie było podobnego dostępu oraz równie mocno rozseksualizowanych przekazów w każdym możliwym medium. Osoby najczęściej poznawały się z tymi, które były w ich bliskim otoczeniu, a seks był najciekawszą rzeczą, która rozpalała emocje. Dzisiaj seks dalej jest równie ekscytujący, ale po co męczyć się z dziewczyną, skoro można odpalić film pornograficzny, zjechać sobie na ręcznym i dalej robić swoje? Dla niektórych to model nowoczesnego życia. Żeby było jeszcze ciekawiej, niedługo takie osoby zaczną bawić się z VR, niszcząc się z jeszcze większą siłą.

Podsumowaniem powyższego wywodu niech będzie poniższy cytat, zaczerpnięty wprost z tego samego wpisu na Vice. Jest to wypowiedź dr Ildiko Kovacs, psychiatry i profesor na UC San Diego, zajmującej się głównie wpływem psychiatrii, behawiorystyki, relacji kultury i czynników religijnych na zdrowie seksualne ludzi:

Widziałam wielu pacjentów, młodych mężczyzn, w ogóle niezainteresowanych realnymi kontaktami seksualnymi, po części dlatego, że zaspokajają swoje potrzeby przez porno w Internecie. Widzimy, że już od liceum, wybierają porno i mają w zasięgu ręki natychmiastową nagrodę. Nie muszą zawracać głowy drugiej osobie. Nie ryzykują odrzucenia.

Na dłuższą metę, porno nigdy nie zastąpi ciepła, miękkości skóry i kobiecych dreszczy, kiedy przejeżdżasz swoim wilgotnym palcem po jej odsłoniętej szyi i obojczyku; chwili, gdy dajesz jej orgazm i rozmowy, dzięki której możesz ją poznać. Każda osoba niesie ze sobą niepowtarzalną historię, jest odrębnym wszechświatem. Możesz przeżyć z nią niesamowitą przygodę albo zwyczajnie stracić czas. Zawsze jednak wyniesiesz z tego więcej niż po odpaleniu kolejnego filmiku z nową gwiazdą Brazzersów.

Podobnie, wirtualna więź na boku nie sprawi, że pozbędziesz się problemu ze zdradą. Biologia, a racjonalne oczekiwania to dwie różne rzeczy, które wymagają długotrwałego treningu i zdobycia odpowiednich doświadczeń, aby mogły właściwie współgrać. Dzisiaj jednak nikomu nie chce się tracić na to czasu.

Reasumując

Problem ten nie dotyczy wszystkich, ale zbiera coraz większe żniwo. Porno samo w sobie nie jest złe. Podobnie, jak i VR wykorzystane w tym celu. Problem od zawsze leżał w ludziach, którzy radzą sobie, jak mogą przy wykorzystaniu dostępnych im środków. Popyt rodzi podaż, a biznes kręci się dalej. O problemie z nadmierną seksualizacją społeczeństwa wspominał, zarówno światowej sławy psychiatra i bioenergoterapeuta Alexander Lowen, jak i znany psycholog zajmujący się nieśmiałością wśród ludzi – Philip Zimbardo. Ich prace na temat występujących i pogłębiających się problemów w relacjach damsko-męskich to jedne z najciekawszych pozycji, jakie kiedykolwiek czytałem. Niestety, najgłośniej słychać jest zawsze o tym, co niewiele wnosi, nic mądrego nie przekazuje i ma za zadanie zmanipulować, pożerając drogocenny czas. Stąd też łatwiej trafić na artykuły propagujące głupotę i bezmyślne rewelacje, niż rzetelne informacje.

Tak czy inaczej – każdy niech robi, co chce. Nie przeszkadza mi to, że niektórzy idą w zaparte.

Jak zawsze – zwracam tylko uwagę.

Poprzedni artykuł
O tym nikomu nie wspominasz